znała jeszcze ciała Diaza, kiedy nie wiedziała, jak to jest czuć go w

każdą informację prowadzącą do schwytania porywaczy Justina

nie wiem, córuś, jak będę teraz spać. Słysząc, że robienie takich
- Tak, wiemy. Czy wie pan coś o jego...
używane naczynia. On sam pewnie nawet nie zauważył, jak bardzo
Tym razem nie zadzwonił po samochód. Wziął taksówkę,
powietrza, potrzeba jej było tlenu. - Jego ojciec ma iloraz inteligencji
an43
poważną miną trzymający kij tak, jak to podpatrzył u dużych graczy.
sumienia. Tymczasem złamanie jej kciuka sprawiło, że Diaza aż
nieistniejącą matkę. Ludzie, którzy adoptowali dzieci, byli

Próbowała się szarpać, ale była przecież podduszona i
283
- Słyszałem, że chcesz ze mną mówić.
Ataki furii zdarzały się coraz rzadziej, tak jak i napady

Wiedział, że Róża potrzebuje właściwej chwili, by rozwinąć swoją opowieść.

- Panienka Tammy prosiła nas o zachowanie dyskrecji w tej sprawie.
Po chwilowym załamaniu znowu ogarnął ją gniew, tym razem jeszcze większy niż poprzednio.
Mark rozumiał z tego wszystkiego coraz mniej. To wy¬glądało na jakiś absurd. Ale zgadzało się imię Lary, więc nie mogło być mowy o pomyłce.
ROZDZIAŁ PIĄTY
W końcu zrozumiała, że może mu wierzyć, a wtedy na¬płynęła fala bólu. Już nigdy nie zobaczy swojej małej sio¬strzyczki...
Tammy spojrzała na śpiące maleństwo.
dobrze.
- Tak. Zrobił to na oczach tłumu dziennikarzy, bo stało się to w czasie konferencji prasowej. Rozumiesz, widziało to kilkadziesiąt obcych osób, a ty nie! Właśnie ty - najważniejsza osoba, która powinna przy tym być. Nie możesz więcej tracić takich chwil, Tammy. To niesprawiedliwe. Nie godzę się na to.
które was ze sobą szczególnie łączy. Może mówisz czasem do niej na przykład "kwiatuszku"?...
- Kiedyś jakiś podróżnik zjawił się na planecie, która wówczas nie była znana i nie miała swego miejsca ani nazwy
- Nie, jeszcze nie... - zadecydowała z ociąganiem spojrzała na Marka. - Dobrze, porozmawiamy, ale na mo¬ich warunkach. Zamówimy kolację tu, do pokoju, żebym mogła czuwać nad Henrym. - Odwróciła się do strażników i znowu pomasowała obolałe nadgarstki. - Jego Wysokość miewa swoje napady, ale generalnie stara się zachowywać jak cywilizowany człowiek. Chyba damy mu jeszcze jedną szansę, jak panowie myślą? Skoro obiecuje być grzeczny, niech zostanie.
- Tego nie wiem - odparła szczerze Róża. - Może się okazać, że wulkany zaczną być niebezpieczne, a baobaby
- Myślę o sobie i mojej rodzinie.
Wyglądał jak zachwycony ojciec... Więc się udało.

©2019 www.aliis.na-panowac.wolomin.pl - Split Template by One Page Love